Strona internetowa po hiszpańsku: tłumaczyć czy pisać od nowa?

Strony WWW20 października 20267 min czytania
Strona firmy na Teneryfie w wersji polskiej i hiszpańskiej wyświetlona obok siebie na ekranie laptopa

Polska strona nie przyciągnie hiszpańskiego klienta

Wielu Polaków prowadzących firmę na Kanarach ma dobrą stronę po polsku i myśli: wystarczy ją przetłumaczyć. Rozumiem to myślenie, ale w praktyce tłumaczenie jeden do jednego rzadko działa. Hiszpański klient wpisuje w Google zupełnie inne frazy niż Polak, oczekuje innego tonu i zwraca uwagę na inne szczegóły.

Przykład: Polak szuka „fizjoterapeuta Teneryfa", a Hiszpan „fisioterapeuta en Adeje" albo „fisio cerca de mí". Pierwsza fraza po przetłumaczeniu nie pasuje do drugiej. Strona z dosłownym tłumaczeniem będzie poprawna, ale nikt jej nie znajdzie.

Trzy poziomy: tłumaczenie, adaptacja, tekst od nowa

1. Samo tłumaczenie

Sprawdza się przy treściach, które są takie same w każdym języku: dane kontaktowe, godziny otwarcia, regulamin, polityka prywatności. Tu liczy się poprawność, a nie fraza do Google. Wystarczy tłumacz przysięgły lub dobry native do korekty, nie surowy wynik translatora.

2. Adaptacja

Dobry kompromis dla stron usługowych. Bierzesz strukturę polskiej wersji, ale każdy nagłówek i opis sprawdzasz pod hiszpańskie frazy. „Naprawa pralek Teneryfa" zamienia się w „reparación de lavadoras en Tenerife", a opis usługi dostaje przykłady z południa wyspy, nie z Polski. Układ strony zostaje, treść jest nowa w połowie.

3. Tekst napisany od nowa

Konieczny dla stron głównych, ofert i wszystkiego, co ma sprzedawać. Hiszpanie są przyzwyczajeni do krótszych, bardziej bezpośrednich komunikatów, ale z cieplejszym tonem niż w Polsce. Zwroty typu „zapraszamy do zapoznania się z ofertą" brzmią po hiszpańsku sztucznie. Dochodzą też różnice kulturowe: Polak chce konkretu i ceny, Hiszpan często woli najpierw zaufać, opinie, zdjęcia realizacji i telefon mają większą wagę.

Co zmienić poza samymi słowami

  • Frazy kluczowe: sprawdź, jak Hiszpanie szukają Twojej usługi, np. w podpowiedziach Google. Często pada nazwa miejscowości (Costa Adeje, Los Cristianos, Puerto de la Cruz), a nie samo „Tenerife".
  • Adres URL i tytuły: wersja ES powinna mieć hiszpańskie adresy, tytuły i opisy meta, a nie polskie z podmienionymi słowami. W przeciwnym razie Google nie wie, dla kogo ją pokazać.
  • Znaczniki hreflang: informują wyszukiwarkę, że
    /pl/
    i
    /es/
    to dwie wersje tej samej strony. Bez nich Google potrafi pokazać Hiszpanowi wersję polską.
  • Format danych: daty (dd/mm/rrrr), godziny w zapisie 24h, ceny z dopiskiem „IGIC incl." lub „+ IGIC", numer telefonu z prefiksem +34.
  • Formularze i WhatsApp: Hiszpanie chętnie piszą na WhatsAppie, więc przycisk musi być widoczny, a formularz po hiszpańsku, z komunikatami błędów w tym samym języku.
  • Podstrony prawne: aviso legal, política de privacidad i cookies po hiszpańsku. Strona kierowana do Hiszpanów powinna je mieć w ich języku.

Dlaczego tłumacz Google i ChatGPT nie wystarczą

Narzędzia AI są dziś na tyle dobre, że tekst będzie gramatycznie poprawny. Problem leży gdzie indziej:

  • nie znają fraz, których używają lokalni klienci,
  • mieszają formy zwracania się (tú/usted) w obrębie jednej strony,
  • pomijają regionalne słownictwo, np. „guagua" zamiast „autobús" na Kanarach,
  • nie wiedzą, które usługi mają w Hiszpanii inną nazwę prawną lub podatkową.

Rozsądny schemat: AI robi pierwszą wersję, a osoba znająca rynek ją poprawia i dopisuje frazy. To tańsze niż pisanie od zera i dużo lepsze niż surowy przekład.

Jedna strona w kilku językach czy osobne strony?

Najlepiej działa jedna strona z wersjami językowymi w tej samej domenie, np.

/pl/
,
/es/
,
/en/
. Zbierasz autorytet domeny w jednym miejscu, a użytkownik może przełączyć język jednym kliknięciem. Osobne domeny dla każdego języka mają sens dopiero przy dużych firmach z odrębnymi zespołami.

Na stronach firmowych na Kanarach zwykle zaczynam od PL + ES, a angielski dodaję, gdy firma obsługuje turystów. Jeśli dopiero planujesz stronę, strona internetowa w Hiszpanii i na Teneryfie w wersji wielojęzycznej od startu wychodzi taniej niż dokładanie języków później.

Ile to kosztuje

Dodatkowy język to zwykle 20–40% ceny bazowej strony. W tej kwocie mieści się adaptacja treści, hiszpańskie tytuły i opisy pod SEO oraz poprawne znaczniki hreflang. Szczegóły widzisz w cenniku stron internetowych. Surowe tłumaczenie bez SEO jest tańsze, ale zwykle kończy się stroną, której nikt nie widzi w wynikach.

Jak to się przekłada na widoczność w Google

Hiszpańska wersja z własnymi frazami ma szansę pojawić się w wynikach lokalnych i w mapach Google. Warto połączyć ją z wizytówką firmy i regularną pracą nad widocznością, opisuję to na stronie o pozycjonowaniu w Hiszpanii i na Kanarach. Jeśli sprzedajesz online, ta sama zasada dotyczy sklepu internetowego: opisy produktów, koszyk i maile do klienta muszą być po hiszpańsku, bo inaczej Hiszpan porzuci zamówienie.

Podsumowanie

Samo tłumaczenie wystarczy dla danych kontaktowych i dokumentów. Dla stron usługowych potrzebna jest adaptacja pod hiszpańskie frazy, a dla stron głównych i ofert, tekst napisany od nowa. Najlepiej połączyć AI do pierwszej wersji z korektą kogoś, kto zna rynek, i zadbać o hreflang oraz hiszpańskie adresy i tytuły.

Chcesz, żeby Twoja firma była widoczna po hiszpańsku? Napisz do mnie, opisz, czym się zajmujesz i w jakich miejscowościach, odpowiem po polsku z propozycją zakresu i wyceną.